Bożena Kaczmarek

Author

Bożena Kaczmarek

Cześć, jestem Iwona — dwadzieścia jeden lat robiłam z dziećmi kasztanowe ludziki. I szydełkuję od czterdziestu.

Nazywam się Iwona Zając i mieszkam w Toruniu. Ta strona ma dwie połowy, bo takie było moje życie.

Pierwsza połowa: świetlica. Przez dwadzieścia jeden lat byłam wychowawczynią w świetlicy szkolnej — codziennie po południu, dzieci od sześciu do dziesięciu lat. I chcę, żeby to zabrzmiało dokładnie tak, jak trzeba: to nie było „lubię majsterkować z dziećmi". To były cztery tysiące popołudni z dwudziestką dzieci naraz, z budżetem szkolnym, z materiałami, które musiały być za darmo, i z salą, która o szesnastej miała być posprzątana.

Dlatego wszystko, co tu znajdziesz, działa na rolkach po papierze toaletowym, wytłaczankach po jajkach, kasztanach, mące i starej gazecie. Nie musisz nic zamawiać.

I dlatego mam też jedną obsesję. Większość pomysłów w internecie z etykietą „od 2 lat" jest z dwulatkiem nie do zrobienia. Wymagają nożyczek, precyzyjnego klejenia i dwudziestu minut cierpliwości, a dwulatek nie ma z tego absolutnie nic. Więc u mnie: jeśli coś naprawdę wychodzi dopiero z pięciolatkiem, napiszę pięć. I przy każdym pomyśle rozdzielam wyraźnie, co przygotowujesz Ty, a co dziecko robi samo — bo właśnie na tym rozjeżdża się połowa popołudni.

Druga połowa: szydełko. Nauczyła mnie babcia Halina, przy kuchennym stole, kiedy miałam osiem lat. Zaczęłam od łańcuszka, który miał ze dwa metry, bo nikt mi nie powiedział, kiedy przestać. Jej stalowe szydełka leżą w puszce na moim biurku i najcieńszym z nich robię aniołki co Adwent — od 1998 roku.

Przez pięć lat prowadziłam też kursy szydełkowania w domu kultury — dla początkujących, głównie dla kobiet od trzydziestu do siedemdziesięciu lat, od pierwszego oczka do skończonego koca z kwadratów babuni. To właśnie tam nauczyłam się pisać instrukcje tak, jak są tu napisane: jeden krok naraz, a błąd nazwany dokładnie w tym miejscu, w którym ludzie go popełniają. „Tu prawie wszyscy gubią oczko. Spokojnie — ja też gubiłam."

Nie jestem projektantką z wykształcenia i nigdy nie będę tego udawać. Jestem praktyczką: czterdzieści lat, tysiące godzin i zeszyt z notatkami.

Co jeszcze u mnie znajdziesz:

Nazewnictwo bez ściemy. Polskie nazwy oczek są niespójne — w książkach, na blogach i w tłumaczeniach to samo słowo znaczy różne rzeczy. Zamiast udawać, że jest inaczej, pokazuję oczko na zdjęciu, podaję angielski odpowiednik i prowadzę stały słowniczek. To chyba najbardziej przydatna rzecz na tej stronie.
Dlaczego to się faluje? Osobna seria o błędach: falujące brzegi, zwijające się koła, gubione oczka na końcu rzędu. Objaw, przyczyna, naprawa, zapobieganie. Wprost z kursów.
Próbka wytłumaczona, nie nakazana. Piszę, po co ona jest przy tym konkretnym projekcie — bo przy amigurumi chodzi o coś zupełnie innego niż przy kocu.
Każdy wzór sprawdzony. Zanim wzór trafi na stronę, przerabiają go co najmniej dwie testerki — wymieniam je z imienia. Tam, gdzie się gubią, przepisuję instrukcję.
Resztki włóczki się liczą. Osobna kategoria. Nic w koszyku nie jest za małe.

A teraz część, o której nie żartuję.

Przy dzieciach: poniżej trzeciego roku życia nic, co mieści się w buzi — guziki, korki, koraliki, ruchome oczka, kasztany i muszelki to zagrożenie zadławieniem. Masa solna i plastelina to nie jedzenie — zawartość soli jest dla małego dziecka naprawdę niebezpieczna, dlatego to ostrzeżenie stoi przy każdym przepisie. Przy slime'ie: żadnego boraksu ani płynów do soczewek i proszków z borem jako aktywatora dla dzieci. Klej na gorąco to wyłącznie sprawa dorosłych. A lampiony — tylko lampki LED, nigdy prawdziwa świeczka w papierowym lampionie. Nigdy.

Przy szydełku: zabawki dla dzieci poniżej trzeciego roku życia mają haftowane oczka, nie bezpieczne, mocno przyszyte kończyny i instrukcję prania, bo zabawki się piorą.

I jedna rzecz, o której większość stron rękodzielniczych milczy, a powinna krzyczeć: szydełkowe zabawki dla kotów i psów. Połknięta włóczka, nitka albo wypełnienie potrafią u zwierzęcia wywołać zagrażającą życiu niedrożność jelit — to tak zwane ciało obce liniowe i bardzo często kończy się operacją. Dlatego: tylko pod nadzorem, nigdy zostawione samemu zwierzęciu, żadnych luźnych nitek, a jeśli podejrzewasz, że pies albo kot coś połknął — natychmiast do weterynarza, nie „poczekamy i zobaczymy". Legowiska i maty są bezpieczniejsze niż zabawki.

W domu jest ze mną Grzegorz, dyżurny ruchu, który pogodził się z tym, że stół w jadalni należy do włóczki. Ola mieszka w Gdańsku, Kuba studiuje. No i Kordelia, kotka, która śpi w koszyku z włóczką i ma dożywotni zakaz wstępu na półkę z amigurumi.

Tatuaż na przedramieniu — bo pytacie — to gałązka bzu. Zrobiłam go w wieku czterdziestu pięciu lat, dla babci Haliny.

Jeśli masz przed sobą deszczowe popołudnie z trzylatkiem albo pierwsze oczko w życiu — siadaj. Zaczynamy powoli.

No posts yet.
Ustawienia cookies